Recenzja: Mundra, Sylwia Szwed.

Nie potrafię powiedzieć dlaczego tak zwlekałam z przeczytaniem tej książki. To powinna być jedna z pierwszych moich lektur „branżowych”. A czekała, czekała, czekała. Kiedy już ją otworzyłam to pochłonęłam jej zawartość w dwa dni. Czytałam z wypiekami na twarzy i przysięgam, smutno mi się zrobiło na ostatniej stronie, że to już.

Mowa o książce Sylwii Szwed, „Mundra”.

Trochę mi wstyd, że tyle to odwlekałam, tym bardziej, że z pierwszych stron tej książki uśmiecha się do czytelnika „moja” Maria. Położna, z którą rodziłam w domu Kołtuna. To naprawdę urocze spotkanie po kilku miesiącach. Powróciły do mnie wszystkie najlepsze wspomnienia z tego dnia. I tylko upewniłam się w tym, że to był doskonały wybór.

„Mundra” to książka w której znajdziecie dziesięć rozmów z dziesięcioma położnymi. Totalnie rożnymi od siebie, reprezentującymi różne pokolenia, pracującymi w różnych miejscach świata. W swoich rozmowach pokazują porody od naprawdę różnych stron. Każda historia wnosi coś nowego, pokazuje coś zaskakującego. Spotkacie tam położne Warszawskie, położne które pamiętają czasy drugiej wojny światowej, będzie również położna pracująca niezależnie, człowiek-legenda polskich porodów domowych, a także odważna kobieta przyjmująca porody w…Afryce! W ich historiach odwiedzicie Warszawę, Danię, Górę Kalwarię, a nawet Tanzanię.

Każda z tych kobiet powie wam coś innego, coś od siebie. Czasami będzie to zgrzytać z waszym poglądem na różne sprawy, ale to co łączy wszystkie dziesięć postaci to cel i idea. Dla każdej z nich celem nadrzędnym jest dobro kobiety rodzącej.

Uśmiejecie się do łez, ale też niejedna łza wzruszenia skapnie wam na kartki. Będą też momenty, że ściśnie was za serce…i nie będzie chciało puścić. Tutaj nie ma tematu tabu.

Fascynujące historie porodów, opisy realiów, przedstawienie piękna narodzin, ale też ludzkich tragedii. Totalne zbliżenie do natury, ale także zupełna medykalizacja porodu i zapłodnienia. Doskonale zadawane pytania. Sylwia Szwed perfekcyjnie wręcz prowadzi rozmowy w taki sposób, że krótkimi zagadnięciami jest w stanie wydobyć całą, długą historie. Ona nie musi ciągnąć za język. Pokazuje jedynie kierunek. A jej rozmówczynie zawierzają jej naprawdę ciekawe historie.

W tej książce przeplatają się początek i koniec życia. A łączy je jedna postać. POŁOŻNA.

Jestem pewna, że nie raz wrócę do tej książki.

I wam serdecznie ją polecam.

3 thoughts on “Recenzja: Mundra, Sylwia Szwed.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *