Moje sposoby na przetrwanie z dziećmi.

Tego wpisu nigdy nie miałam w planach, ale trochę mnie do niego zmotywowałyście. Ostatnio kilka razy dostałam takie pytania, albo co dziwniejsze usłyszałam stwierdzenia, że świetnie sobie radzę ze wszystkim i wszystko tak super mi wychodzi w macierzyństwie. Śpieszę więc z wyjaśnieniem, że ja tak samo jak większość  kobiet uważam, że sobie NIE RADZĘ. Jak spojrzymy na to wszystko bez emocji, z boku, to tak naprawdę ze świecą szukać takiej, która sobie naprawdę nie radzi. Zazwyczaj jednak za stwierdzeniem „nie radzę sobie” kryją się nasze niespełnione oczekiwania, często przesadzone. Wiecie- że nie udaje nam się aktualnie spełnić wszystkich SWOICH oczekiwań wobec SIEBIE. Ciężko mi radzić wam, żebyście pozbyły się oczekiwań, bo jednak są one trochę potrzebne, ale na pewno warto w początkowym okresie macierzyństwa i w ciąży mocno je ograniczyć i nauczyć się mierzyć siły na zamiary. Ja nadal się tego uczę, nadal ponoszę porażki w tej dziedzinie i nadal nadużywam stwierdzenia „nie radzę sobie” 🙂 Mam za to kilka wypracowanych zasad? zwyczajów?, które pomagają mi przedreptywać przez tą codzienność.

ODPUSZCZANIE

Uczę się tego każdego dnia. Odpuszczać plany, odpuszczać oczekiwania, odpuszczać  sprzątanie. Generalnie jest mi bardzo trudno odpuszczać, bo jestem człowiekiem, który lubi mieć wszystko zgodnie z PLANEM, raczej na 101% niż na 99%.  Z dziećmi się tak nie da. A jeśli się da to wychodzi się z tego zrujnowanym psychicznie. Podstawowa zasada u mnie to- nie nastawiać  się. Jak ja się nastawie na coś, że coś zrobię, albo, że popracuje to mi to nigdy nie wychodzi. Zawsze wtedy trzeba nosić na rękach, tulić, całować, albo podnosić z ziemi po napadzie furii z powodu tego, że buty są czarne, a nie szare.  To chyba jest to mózgowe wifi między dzieckiem i rodzicem 🙂 Najlepszym planem pozwalającym zachować resztki zdrowia psychicznego jest elastyczny plan.

SPRZĄTANIE

Daje sobie dużo luzu w tej kwestii. To nie jest tak, że bałagan mi nie przeszkadza. On mnie prze-potwornie wkurwia. Nie mam jednak dziesięciu rąk i uczę się godzić się z tym, że mając dwójkę dzieci i nie mając sprzątaczki nie będę miała błyszczącej chaty. To co mi bardzo pomaga to w miarę możliwości sprzątanie na bieżąco- tzn. staram się nie składać rzeczy do zlewu, nie rozrzucać dodatkowo ubrań po domu, tylko na bieżąco odkładać rzeczy na miejsce, zmywać po każdym jedzeniu. Nie zawsze to wychodzi, możecie to zobaczyć na poniższym zdjęciu.  To co mi ratuje tyłek codziennie to robot sprzątający- odkurzacz i mop samojezdny. To jest po prostu zakup roku (zaraz po nebulizatorze bezprzewodowym). Codziennie mam odkurzone i co kilka dni umyte, puszczam go z aplikacji nawet jak nie ma mnie w domu, to jest naprawdę cudowne. Trzeba pamiętać jedynie o tym, żeby zabezpieczyć powierzchnie wcześniej i  zebrać z podłogi mniejsze przedmioty. Od jakiegoś czasu bardzo mocno rozważam by raz na dwa-trzy tygodnie zadzwonić po Panią, która mi wszystko posprząta tak na tip-top, ale zawsze w końcu  szkoda mi pieniędzy i sprzątam sama. Może do tego dorosnę.

SPACER

No przysięgam ja bym nie dała  bez tego rady. Mało jest dni w ciągu roku kiedy nie wychodzimy na spacer. Czy deszcz, czy śnieg spacer musi być. To są dla mnie dwie godziny oddechu, dotlenienia się i jakiejś aktywności fizycznej. Marnej bo marnej, ale  zawsze się człowiek ruszy. Czas szybciej mija, Pupinek się trochę zmęczy, a ja uspokajam się patrząc na las, drzewa, rzekę. Na mnie to autentycznie działa. Cisza, śpiew ptaków, powietrze, zapach sosny. Oczyszczają umysł. Inną zaletą spaceru jest też to, że Pupinek się trochę męczy. Czasem jedzie w wózku, czasem na rowerku, czasem po prostu biega. Oprócz spaceru dużo czasu spędzamy na podwórku.

MUZYKA

Często sama zapominam jak terapeutyczny wpływ ma na mnie muzyka. Ale tylko muzyka  z dźwiękiem dobrej jakości. Taka puszczana prosto z telefonu mnie drażni. Ja w ogóle mam nadwrażliwość słuchową co przy dwójce dzieci jest tragiczne. Muszę mieć dobrą jakość dźwięku. Mam fajny przenośny głośnik  i z niego puszczam w domu muzykę. Oczywiście głośność dostosowuję do dzieci, to jest raczej cicha muzyka w tle. Czasem puszczam swoje playlisty, a czasami… Mozzarta. Tak, brzmi to banalnie, ale zaczęłam puszczać w domu Mozzarta. Na początku nie robiło to na mnie wrażenia. Puszczałam, bo Kołtun się przy tym uspokaja, łatwiej jej zasnąć. Zaczęłam się wkręcać i teraz naprawdę to lubię! Relaksuje, uspokaja, pozwala nam się wyciszyć. Spróbujcie!

 

ANGAŻOWANIE DZIECKA W CODZIENNE CZYNNOŚCI

Prawie do wszystkiego angażuje Pupinka. Czynności z nim zajmują mi dużo więcej czasu, ale  przynajmniej mogę te rzeczy zrobić. On ma zajęcie, ciekawe zajęcie, bo wiadomo że wszystko co robią dorośli jest ciekawe, a ja jestem w stanie cokolwiek zrobić. Dlatego on pomaga mi ładować pranie do pralki, wyjmować je do miski, podaje mi je do rozwieszenia, wyjmuje naczynia ze zmywarki, zamiata (ha!), mieli i robi ze mną  kawę (ręcznie nabijany ekspres), gotuje ze mną obiady, piecze ciasta, kopie w ogrodzie, przynosi drewno do kominka. Zbawieniem jest Kitchen Helper, który wykorzystuje nie tylko w kuchni. Ma też swoje wady, a podstawową wadą jest to, że już nie mamy w domu miejsc dla niego niedostępnych.

CHUSTA

Pupinek jest już duży (rozmiarowo, bo to nadal tylko dwulatek), ale Kołtuna noszę bardzo często. Podczas codziennych czynności, żeby była blisko i mogła uczestniczyć w tym co robimy, ale też wieczorem jak ma zły humor, a wcześniej  jak miała kolki. Jakbym miała ją  nosić całe dnie i wieczory bez chusty to bym chyba się zastrzeliła.

MINIMALIZM

Wyznaje minimalizm z lenistwa. Serio. Jestem potwornym leniem.  Moje lenistwo objawia się tym, że nie tracę czasu na rzeczy które nie są niezbędne. Oznacza to mniej więcej tyle:

– Najczęściej mam krótkie, obcięte paznokcie, a jak już je maluje to robię hybrydę żeby starczyła na dłużej.

-Zaczęłam prać w orzechach i własnoręcznie zrobionym proszku do prania żeby móc prać ubrania nasze i dzieci razem. Nie robię oddzielnych prań. Wszystko leci razem.

– Nie prasuje. Z Pupinkiem prasowałam ubranka 3 miesiące. Z Kołtunem jakieś dwa tygodnie. Mimo stacji parowej ja serio nienawidzę prasować. Koszule mój mąż prasuje sobie sam.

-Na co dzień maluje tylko rzęsy, a jak tylko mogę to robię sobie rzęsy 1:1 i mam spokój na miesiąc. Jeśli chodzi o kosmetyki to tutaj jestem już totalną minimalistką. Zrobię może o tym kiedyś wpis, ale ja mam mniej kosmetyków niż niejeden facet 🙂

-Wybieram proste i szybkie przepisy na obiad. Nie jestem urodzoną kucharka, nie potrafię piec, w kuchni dla mnie im łatwiej tym lepiej.

 

BRAK NUDY

Kiedy tylko mogę staram się wychodzić, lub zapraszać kogoś do nas. Czas szybciej mija u kogoś, też jest to zawsze nowe miejsce do zabawy dla Pupinka. Często zmieniamy trasy spacerowe, jeździmy na place zabaw, zapraszamy do siebie dzieci. Dzieci lubią uporządkowany rytm dnia, ale nienawidzą nudy. Staram się też podmieniać okresowo zabawki/ puzzle/ książki. Jak się znudzą to je chowam, a wyciągam takie, które nie były dawno w użyciu. To działa!

 

SZUKAM PRZYCZYNY

Może to banalne, ale ja zawsze szukam przyczyny. Mojego męża to doprowadza czasami do szału, bo nie odnosi się tylko do dzieci. W każdym razie, jak widzę krzyczącego i leżącego na ziemi dwulatka, bo ściana jest innego koloru niż by chciał to ZAWSZE szukam prawdziwej przyczyny. W większości przypadków ją znajduję i rozwiązujemy problem (zmęczenie, głód, stres, prze-bodźcowanie, zazdrość etc.).

 

STAWIAM NA SAMODZIELNOŚĆ

Dwulatek naprawdę potrafi założyć sobie buty, czapkę, spodnie. Zawsze pomagam, ale nigdy nie wyręczam.

 

 

Nie wiem czy w jakikolwiek sposób wam tym wpisem pomogłam, mam nadzieję, że tak. Ja jestem osobą, która jednak mimo złych dni, mimo małej cierpliwości i gorszych momentów naprawdę uwielbia być z dziećmi. Zdaję sobie sprawę, że  dla niektórych moje sposoby to może być zdecydowanie za mało 😉

 

Macie jeszcze jakieś złote rady? Szczególnie teraz na czas pandemii??

3 thoughts on “Moje sposoby na przetrwanie z dziećmi.

  1. Trzeba szukać sposobów na zapełnienie swojego czasu jak i dzieci. W dzisiejszych czasach mamy tyle możliwości, nawet w domu, że jest na to wiele sposobów 😉 W wielu punktach się z Tobą zgadzam. Jestem raczej pragmatyczką, trochę pedantką 😛 (chociaż to akurat nie zawsze ułatwia mi życie, wręcz przeciwnie 😛 ). Staram się być zorganizowana, chociaż to przy dziecku nie zawsze się sprawdza 😉 Chustowanie bardzo lubiłam, świetny wynalazek!

  2. Punkt pierwszy u mnie kuleje. Jestem ambitna (nie wiem czy to zaleta u mnie czy wada), więc kiedy coś mi nie wyjdzie, czuję się niefajnie. Mam dwójkę maluchów w domu. Kiedy posprzątam, za chwilę jest to samo albo gorzej. Ciężko przy nich utrzymać porządek. Trochę mnie to frustruje i wtedy naprawdę myślę, że sobie nie radzę. Muszę nad tym odpuszczaniem popracować. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *