Co mnie zaskoczyło w macierzyństwie?

Myślę, że łatwiej byłoby mi napisać wpis o tym co mnie NIE zaskoczyło. Bo generalnie to całe macierzyństwo było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Z uśmiechem na twarzy patrzę wstecz na to jak od momentu zajścia w ciąże zmieniał się mój światopogląd, wyobrażenia, podejście.  Mogę śmiało powiedzieć, że macierzyństwo mnie rozwinęło na wielu płaszczyznach, żaden kurs i żadna szkoła nie wniosła do mojego życia tyle wszechstronnej wiedzy i umiejętności co moje dzieci. Jest jednak wśród całego tego szoku jest 11 rzeczy, które ponadprzeciętnie mnie fascynują 🙂

 

Wytrzymałość.

Na zmęczenie, na płacz, na ciężar, głód, pragnienie, ból. To wszystko czego doświadczyłam w ciąży, w trakcie porodu, przy ząbkowaniu, kolkach. To, ile potrafi znieść moje ciało w trakcie porodu, to, jak niesamowicie jest w stanie wykarmić małego człowieka. To, ile mam siły nie śpiąc kolejną noc, nosząc na rękach, śpiewając po raz setny tą samą kołysankę.

Płytki sen.

Zawsze byłam człowiekiem, który śpi jak zabity. Potrafiłam bredzić przy wybudzaniu i to konkretnie. Mój N często mnie wybudzał specjalnie i zadawał różne pytania, bo potrafiłam gadać od rzeczy i bywało to zabawne. Teraz budzi mnie każdy szmer, każdy jęk, przewrócenie się z boczku na boczek. Od lutego 2018 nie przespałam w całości żadnej nocy. To nadal ja?

Dobre rady.

A dokładnie ich ilość.  I ilość osób znających lepiej Twoje dziecko. Osób, mających rozwiązanie na każdy problem, nawet jeśli Ty tego problemu nie widzisz. To, jak ludzie bez żadnych oporów i zastanowienia używają słów „musisz”, „powinnaś”, „zrób”.

Różnice między dziećmi.

To w jak różnym tempie się rozwijają, jak różne rzeczy lubią, jak inne sposoby na nie działają, w jak różny sposób się uspokajają, wyciszają, jak inne mają zwyczaje. Moje dzieci, choć nie skrajnie, ale się między sobą różnią. Rozwijają się w inny sposób i czasami, a właściwie to bardzo często z Kołtunem mam wrażenie, że  jestem matką po raz pierwszy 🙂

Ubieranie dzieci.

To jest dla mnie kosmos! Nigdy nie jestem pewna w co ubrać, ile warstw ubrać, czy dobrze ubrałam. Nieustannie zakładam, zdejmuję, zmieniam, wymieniam, znów zakładam, znów zdejmuje… Ubieranie śni mi się po nocach. Ubieranie to była też najczęstsza rzecz o jaką na początku pytałam inne mamy.

Tempo.

To, że to wszystko tak szybko się dzieje, mija, ucieka, nie trwa wiecznie. Kiedyś słyszałam ciągle historie o tym jak to przesrane będzie przez kilka pierwszych lat, jak będziemy mieli dosyć pieluch itd. No i czasami chwilowo mam dosyć, ale patrząc na to z boku mam ogromny żal do czasu, że tak szybko mija 🙂 Spodziewałam się, że to wszystko będzie mi się dłużyć w nieskończoność, będę modliła się o koniec, a tak nie jest.

Cierpliwość.

Nigdy bym siebie nie posądziła o takie pokłady cierpliwości i opanowania. Jestem z natury osobą, którą łatwo wyprowadzić z równowagi, szybko się wkurzam i bardzo łatwo wybucham. Z dziećmi mam inaczej. Oczywiście jak każdy czasami wybuchnę, albo kipię w środku z wściekłości, ale do dzieci mam 1000000000000000 razy więcej cierpliwości niż do czegokolwiek innego w życiu.

Dostosowanie.

Nie byłam świadoma jak bardzo zmienia się życie po narodzinach dzieci i dziwi mnie że dostosowanie się do tego nie kosztuje mnie tak wiele.  Nie płaczę za wyjściami wieczorem, nie płaczę za kieliszkiem wina, nie płaczę za samotnymi wakacjami we dwójkę, nie płaczę za życiem przed dziećmi. Totalnie mi to odpowiada. nie czuję, że z czegoś MUSZĘ rezygnować. Oczywiście czasami tęsknię za tymi aktywnościami, ale wiem, że przyjdzie na nie jeszcze czas. A jak zatęsknię za bardzo to zawsze jest jakiś sposób, żeby doraźnie zorganizować sobie jakieś wieczorne wyjście, czy randkę 🙂

Samochód i torebka.

To są dwa miejsca, w których odkąd mam dzieci znajdę absolutnie wszystko. Tubki, owoce, wodę, książeczki zdrowia, kremy, pieluchy, ubrania na zmianę, chrupki, książeczki, grzechotki, samochodziki, kocyki, wózek, śpiwór, sól fizjologiczną i wiele, wiele innych. Jak utknę na kilka dni w samochodzie z torebką to nie zginę 😀

Jednoręczność.

Jestem nadal pod ogromnym wrażeniem jak wiele rzeczy można zrobić jedną ręką, lub nogą.  I jak bardzo staje się człowiek zdolnym do rzeczy niemożliwych odkąd ma się dwoje malutkich dzieci. Na pewno nie chcecie znać wszystkich szczegółów.

Strach.

Nie wiedziałam, że można się aż tak bać o drugiego człowieka. Zaczynając od głupiego kataru, przez pobyty w szpitalach, po stłuczkę samochodową…  Nigdy wcześniej w najstraszniejszych momentach mojego życia (a nigdy nie było przesadnie kolorowe) nie bałam się o nic tak bardzo jak o moje dzieci.  Jak przypomnę sobie sytuację sprzed kilku dni jak w ogrodzie Pupinek zniknął mi z oczu na dłuższą chwilę i już wyobrażałam sobie, że jakimś cudem wpadł do oczyszczalni, albo wyszedł zamkniętą bramą to nadal czuje tą gulę w gardle.

 

A wy? Co was najbardziej zaskoczyło?

9 thoughts on “Co mnie zaskoczyło w macierzyństwie?

  1. Mnie najbardziej zaskoczyło to, że wszystkie straszne opowieści o macierzyństwie są mocno przesadzone i ludzie bez sensu straszą młode mamy wszystkim. Od nieprzespanych nocy, przez kolki po okres dojrzewania dziecka. To wszystko może i jest straszne w danej chwili, ale już tydzień później to miłe wspomnienie 🙂

  2. Zgadzam się z Tobą w większości przypadków, a w tych w których się nie zgadzam to nie mam po prostu doświadczenia bo mam jedno dziecko. Strach w sumie urodził się z synkiem, bo boję się o niego nieustannie. A wytrzymałość i brak snu to nie są miejskie legendy. Matki mają tą moc 🙂

  3. Mam bardzo, bardzo podobne odczucia. Podpisałabym się pod większością punktów. Z ubieraniem nie mam problemów, moją zmorą są za to posiłki. Co dać im zjeść, co dać im zjeść? Cieszę się, że przynajmniej większość posiłków jedzą w żłobku i przedszkolu, to naprawdę duże ułatwienie dla mnie 😀

  4. Fakt, że zostanie rodzice nie jest łatwe, ale nie trzeba się tym tez tak martwić. Mnie właśnie zaskoczyło, że tak szybko potrafię się obudzić. Ja taki śpioch.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *