Daję Owsiakowi, aż brak mi tchu!

Jakiś czas temu miałam przyjemność, wraz ze znajomymi robić zbiórkę na sprzęt specjalistyczny dla niemowląt. Akcja zakończyła się sukcesem (właściwie nadal trwa, bo liczę, że zbierzemy jeszcze na kilka sztuk).

Pech chciał, że kilka tygodni później polecieliśmy z mężem i Pupinkiem na wakacje.

Czujecie?

Czaicie bazę?

Teraz powinna rozbrzmieć ta muzyczka z filmików z wtopami „tadadadadam”.

No, bo … skąd ja miałam nagle na wakacje? Dlaczego w grudniu? Dziwny zbieg okoliczności, że wyjechaliśmy zaraz po zbiórce, nie? A hotel jakiś taki niezły jak na nasze standardy.

I nie, że na pewno, ale może to jest tak, że ja tu pitu pitu, że my tanio latamy, a tak naprawdę to ja się finansuję zewnętrznie.

A właściwie, dlaczego na taki cel zbierałam, a nie na inny?

Czy nie wiedziałam, że są bardziej potrzebujący?

A co to w ogóle za wybór, finansować szpital? Od tego jest NFZ, przecież tyle ludzi w biedzie żyje.

No i na końcu: Dej mnie! Mom chorom curke! No dej do cholery! Nie desz? Ty bezduszna podła świnio.

 

Nie kochani, nie przesadzam.

Pomaganie jest cholernie trudne.

Ludzie w Polsce mają ogromny problem z pomaganiem, a właściwie z osobami, które pomagają.

Bo większości się wydaje, że Ci ludzie, którzy pomagają to nie powinni mieć za wiele. A jak już mają wiele, to niech oddadzą, bo przecież inni potrzebują bardziej.

Że pomaganie nic nie kosztuje, że nie powinno wymagać żadnych dodatkowych nakładów. Strona, która pobiera prowizję od wpłaty? No nie…. To nie pomogę, bo to skandal!

Fundacja? Fundacja zarabia jakiekolwiek pieniądze? W dupie się nie mieści. Przecież mają pomagać!

 

Powiem to raz i wracać do tematu nie chcę, bo autentycznie szkoda mi nerwów.

Jeśli człowiek, czy jak wolicie grupa ludzi, poświęca całe swoje życie zawodowe (często i prywatne), aby pomagać innym ludziom, to z czego oni mają żyć ja się pytam? Z 500+, bo darmo dają?

Z czego ten dobroduch ma zupę ugotować? Z wdzięczności? A do lekarza dopłynąć wpław tym morzem wylanych na niego wymiocin? Zakupy ma zrobić za uśmiech, a rachunki opłacić na ładne oczy?

Otrząśnijcie się ludzie. I przestańcie wylewać brudy na ludzi, którzy pomagają. A jeśli aż tak bardzo wam to nie gra to pomóżcie sami, lepiej, bardziej, po swojemu.

Co roku to samo dzieje się z WOSP. Co roku śpiewka, ze to złodziejstwo, że to kropla w morzu potrzeb, że NFZ finansuje więcej.

NFZ finansuje, bo to jego zasrany obowiązek i do tego został stworzony. Co miesiąc płacisz niemałe pieniądze żeby skorzystać z opieki zdrowotnej. A jeśli choć raz byleś w szpitalu to wiesz, ze brakuje tam wszystkiego. Od gazików, po sprzęty specjalistyczne.

Czekam na dzień, w którym powiecie:

„Przesiewowe badanie słuchu? Nie, to ja nie chce, bo to od Owsiaka”.

Albo moje ulubione….

„Proszę odłączyć moje 1,5 kilogramowe dziecko i wyjąć z tego inkubatora”.

Infantylne przykłady? Tak jak cala ta gównoburza.

Kiedy urodziłam Pupinka leżałam na sali z mamą, której córka dostała 0 pkt w skali Apgar. Dziewczynka ta leżała na sali z innymi maluchami. Na sali „za drzwiami”. Chodziłam tam z Pupinkiem codziennie na badania. Przez pierwsze tygodnie oddychała za nią aparatura. Takich dzieci jak na było mnóstwo. Dzieci, których rodzice nie mogli dotknąć tygodniami. Dzieci, które ważyły mniej niż kilogram. Dzieci przezroczystych, dzieci fioletowych. Ksiądz kursował między nimi jak duch, matki wydawały z siebie stłumione jęki, a ojcowie powtarzali za swoimi mamusiami „chłopaki nie plączą” próbując zahamować to morze łez. Wszędzie tylko pikanie, co chwile gdzieś włączał się alarm zrywający pielęgniarkę z krzesła.

13 lutego 2018 roku, kiedy jak co dzień czekałam na pobranie krwi jeden alarm nie dawał się wyłączyć. Zrobiło się gwarno, duszno, przez drzwi wbiegło kilku lekarzy, niemalże wypchnięto nas z sali. Mam nadzieję okruszku, że udało im się zatrzymać Cię z nami.

Do dziś pamiętam ten dźwięk, półmrok tej sali i zapach unoszący się w powietrzu. Wydaje mi się, że tak pachnie pogranicze dwóch światów.

Pamiętam też, jeszcze jedną rzecz. Czerwone serduszka. Mnóstwo czerwonych serduszek, dzięki którym małe istnienia mają kilka procent szans więcej…

I powiem wam na zakończenie tylko tyle: co się zobaczyło, tego się nie od zobaczy.

Dlatego daję Owsiakowi, daję aż brak mi tchu!

I proszę, przestańcie biadolić i idźcie jutro wrzucić do puszki.

No siema!

2 thoughts on “Daję Owsiakowi, aż brak mi tchu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *