Marsa Alam, Egipt.

Szczerze mówiąc  nie wiem od czego zacząć. Egipt jest dla mnie  krajem totalnych kontrastów i zaskoczeniem. Gdybym miała opisać go w dwóch słowach powiedziałabym: kontrast i abstrakcja.

Przed wyjazdem kojarzył  mi się tylko z lenistwem i obzarstwem na all inclusive i ze słynną sprawą pewnej Polki  w Hurgardzie. Ale Egipt to znacznie więcej.

Nie jesteśmy fanami hoteli i all in, ale w Egipcie nie odważyłabym się  szukać  mieszkania na własną  rękę i żywić się na mieście.

Takim sposobem kupiliśmy  wycieczkę  do Marsa Alam, do hotelu Three Corners Sea Beach. Trochę się zdziwiliśmy, że od prawdziwego Marsa Alam dzielą nas prawie  dwie godziny drogi.

Czytaliśmy też wcześniej  na forach, że poza hotelem nic w tych rejonach nie ma, ale rozumiałam to tak, że  nie ma wokół nic ciekawego. Tymczasem, wierzcie mi, wokół NIC nie ma. NIC. Po prostu  pustynia.

Sam hotel  oceniam bardzo dobrze. Trzeba  jednak przyznać, że w Egipcie poczucie czystości  mają nieco inne, szczególnie  w toaletach, ale  nie mogliśmy narzekać. Codziennie sprzątany pokój, codziennie butelka wody gratis, dozowniki z płynem odkażającym w toaletach publicznych i przed restauracją, bieżące  sprzątanie naczyń, duży wybór całkiem smacznego jedzenia, nie mam do czego się przyczepić.

Pupinek w dniu wyjazdu miał  10 miesięcy.

Choroby

W Egipcie malaria nie występuje, w związku z tym nie trzeba przyjmować profilaktyki przeciwmalarycznej, co, nie ukrywam filtrowało nam nieco kierunki na te wakacje. Nie występuje też właściwie Denga, więc (poza obsranym Faraonem) najgorszym co możemy z Egiptu przywieźć jest gorączka zachodniego Nilu. Jak wygląda profilaktyka? Ano tak, ze nie należy dać się komarom. Stosujemy repelenty, najlepiej lokalne, a dla dzieci  moskitiere . Tickles nie działa na tamtejsze komary. W grudniu komarów było mało, ale ich ugryzienie Szwedzi 100 razy bardziej, niż naszych.

Bezpieczeństwo

Piszę  ten post dzień po zamachu na autobus z turystami w Kairze. Niestety, kraje arabskie zawsze będą dla mnie pod tym względem  nieprzewidywalne.  Dlatego trzymałam  się kilku zasad. Po pierwsze nie odwiedzaliśmy miejsc kultu religijnego.  Zrobiliśmy wyjątek dla kościoła koptyjskiego w małym miasteczku, ale nawet pod nim siedziało dwóch rosłych z karabinami, co wybiło nam z głowy dalsze zwiedzania miejsc świętych. Po drugie,  nie pchaliśmy się w mocno turystyczne miejsca i pod granicę z Izraelem. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo lokalne, to poza hotelem nie odłączałam się od męża,  a i w kompleksie hotelowym starałam się robić to rzadko . Poza basenami i plażą chodziłam ubrana, na posiłki zawsze zasłaniałam całe nogi. Na plaży nie praktykowałam opalania bez góry od kostiumu, a karmić  piersią  starałam się w pokoju, lub jeśli była konieczność poza pokojem, to zawsze się nakrywałam, a przynajmniej starałam, bo Pupinek  co chwilę nas odkrywał. I nie dotrą do mnie argumenty, że ubranie, czy jego brak nie są zgodą na gwałt, że karmienie piersią  jest normalne jak oddychanie etc. To wszystko działa w Europie (i wiecie, że bronię  tych haseł ), a nie w kraju arabskim. Jadąc tam szanujcie inną kulturę, inną mentalność, albo naprawdę narobicie sobie kłopotów.

Jedzenie 

Jedzenie podawane w hotelach jest dosyć europejskie. Makarony i pizze  stanowią 50% wyżywienia . Mnóstwo sałatek i warzyw kusi wyglądem, ale uważajcie, bo każdy owoc i warzywo powinniśmy dokładnie umyć w wodzie butelkowanej, a szczerze wątpię w dokładne butelkowane mycie warzyw na sałatkę.  Najlepiej wybierać produkty po obróbce  termicznej, lub takie, które sami sobie umyliśmy.

Woda

Woda z kranu nie nadaje się do spożycia.  Nawet po przegotowaniu! Jest to odsolona woda morska.  Pijemy tylko wodę butelkowaną.  Co więcej -zęby też myjemy wodą butelkowaną.  Dziecięce rączki również, dodatkowo polecam mieć spory zapas chusteczek  antybakteryjnych.

Waluta 

Walutą jest funt egipski, ale nie opłaca się wymieniać złotówek na funty egipskie, później ciężko je znów wymienić na złotówki. Egipcjanie akceptują dolary amerykańskie i euro, ale uwaga! Można płacić nimi zamiennie, haczyk polega na tym, że z  dolarów na euro przeliczają 1 do 1, ale z euro na dolara już według kursu . Oznacza to, że jeśli coś kosztuje u nich 10 dolarów to wezmą za to 10 euro, ale jeśli kosztuje 10 euro to wezmą 12 dolarów 🙂

Leki i leczenie

Na terenie naszego hotelu dostępny był lekarz 24h. Warto dobrze przeczytać warunki swojego ubezpieczenia i ewentualnie dokupić dodatkowe. Na terenie prawie każdego hotelu jest apteka, ale ceny są nawet pięciokrotnie wyższe niż w mieście!! Warto więc wziąć ze sobą  apteczkę z Polski.  Zaoszczędzicie sobie sporo nerwów i niemniej pieniędzy.  Jedynym wyjątkiem jest lek na klątwę faraona- nasze polskie leki nie działają.  Niby w składzie ma nifuroxazyd, ale pewnie sekret tkwi w substancjach pomocniczych. Lek nazywa  się  Antinal i występuje w formie tabletek dla dorosłych i w formie syropu dla dzieci powyżej 2 roku życia. Syrop jest obrzydliwy i pamiętam jego smak do dzisiaj. W Polsce nie kupicie  go w aptece. To jedyny lek jaki polecam kupić na miejscu.

KLĄTWA FARAONA

Dr Google mówi nam, że klątwa  Faraona rzadko dotyka dzieci, a jeśli już dotyka, to bardzo łagodnie. Nie bylibyśmy  więc sobą, gdyby nie dotknęła  właśnie Pupinka. I to dotknęła tak, że  szczęki  z podłogi  zbieramy do dziś. Zaczęło  się czwartego dnia i trwało do dwóch dni po powrocie. Biegunka na zmianę z wymiotami, gorączka.  Czasami nic, czasami wszystko na raz. Już było trochę lepiej i znowu trach. Czara goryczy się przelała. W samolocie kupa co 20 minut.   Ja wymiotowałam tylko raz i przez 3 kolejne dni nie mogłam patrzeć na jedzenie. Przynajmniej schudłam. Mojego męża nawet nie tkneło. A juniora zdjęło z nóg, mimo wszelkich środków ostrożności i wzmożonej higieny. Masakra.

A teraz kilka ciekawostek:

1. W grudniu było około 25 stopni, woda w morzu była cieplejsza niż latem w Europie.
2. W naszym hotelu pracowała jedna kobieta- europejka. Obsługa była bardzo liczna. Panowie gotują, zmywają, piorą, sprzątają pokoje, układają serduszka z ręczników, robią wszystko. Kobiety mogą pracować, ale w swoim miejscu zamieszkania. W mieście widzieliśmy dwie takie panie, ale były Koptyjkami (nie musiały tez zakrywać głowy, ani twarzy).
3. Ci sami Panowie rozpływają się nad dziećmi. Dzieci w Egipcie są święte. Trzeba mieć w sobie dużo luzu i zgody na to, żeby obcy faceci hurtowo dotykali Twojego dziecka, żeby łapali je za rączki, brali jego butelkę z piciem i wtykali  mu do buzi. Albo, kiedy walczysz o każdą kolejną łyżeczkę zupki oni nagle wyskakują z napompowaną gumową rękawiczką. I możesz zapomnieć o karmieniu, bo Twoje dziecko pożera tę właśnie rękawiczkę, której nie możesz mu zabrać i tylko modlisz się, żeby nie pękła mu na twarzy. Właściwie dla nich możesz nie istnieć. Istnieje Twoje dziecko 🙂 Analogicznie- nigdy nie mówią bezpośrednio do Ciebie, mówią do Twojego dziecka.
4. Abstrakcją jest to, że kurorty udekorowane są lampkami, reniferami, bałwankami, wszędzie stoją Mikołajowie, a z głośników leci Last Christmas. Można się nie zorientować, że jest się w arabskim kraju.
5. Jeszcze większą abstrakcją dla mnie jest to, że pośrodku pustyni powstają hotele z BASENAMI i podlewanym codziennie trawnikiem i kwiatami, podczas gdy woda tu jest jednak towarem deficytowym.
6. Mój podziw wzbudza godność z jaką Egipcjanie pracują w tych hotelach. I jak z uśmiechem podchodzą do turystów, którzy piją % bez opamiętania, nie szanują niczego wokół i marnują tony jedzenia na all inc. Żeby to zrozumieć trzeba wybrać się do miasta i zobaczyć w jakich warunkach żyją na codzień.
7. W restauracjach obowiązuje dress code. Należeliśmy do jakichś 10% osób, które się tym przejmowały.
8. Wycieczka do miasta jest najlepszą szkołą asertywności. Nasi handlowcy powinni uczyć się od nich technik sprzedaży 🙂
9. Synowie po ślubie zazwyczaj mieszkają z rodzicami, dobudowując piętra wzwyż, dlatego w Egipcie nie ma dachów. Często też na ostatnim piętrze kobiety hodują zwierzęta.
10. W Egipcie nie ma kursów na prawo jazdy. Jest tylko egzamin. Jeśli umiesz skręcać w prawo i w lewo to zdajesz. Widać to na ulicach. Każdy trąbi, że jedzie. Próbowaliśmy tez rozszyfrować zasady migania sobie światłami, ale nas to przerosło. Bylibyśmy się wypożyczyć tu auto 🙂
11. W miasteczku El Qusier wszystkie gimnazja wyglądają tak samo, bo budowała je jednak firma. Mają 5 pięter i wszystkie są żółte.
12. W Egipcie chłopcy i dziewczęta uczą się razem w podstawówce i na studiach. W gimnazjum i liceum obowiązuje podział na chłopców i dziewczynki.
13. Wzdłuż całego brzegu Morza Czerwonego w Egipcie co 5 km (!) stoją budynki. Są to mini bazy wojskowe. W każdej z nich dyżuruje wojsko pilnując najważniejszej dla Egipcjan- wschodniej pustyni. To z niej wydobywa się najwięcej paliw i złota.
14. Życie w Egipcie toczy się wzdłuż Nilu, mało kto mieszka na stałe nad morzem.
15. W miasteczkach można kupić od Państwa na kredyt mieszkania 70-80m, ale stoją one puste, bo dla Egipcjan mieszkanie jest za małe do życia, poza tym Egipcjanie są rodzinni i wolą mieszkać z rodzinami.

Czy pojechałabym do Egiptu raz jeszcze? Nie.

Czy żałuję? Nie.

Przeważają jednak złe wspomnienia ze względu na zatrucie małego.

Czy polecam? Sama nie wiem. Jest to ciekawe doświadczenie, ale może jednak ze starszymi już dziećmi.

2 thoughts on “Marsa Alam, Egipt.

  1. W trakcie poszukiwania w internecie pożądanych informacji znalazłam ten artykuł. Byłem bardziej niż zadowolony że trafiłem na ten artykuł w sieci. Wielu autorom wydaje się, że posiadają rzetelną wiedzę na opisywany temat, ale z przykrością stwierdzam, że tak nie jest. Stąd też moje miłe zaskoczenie. Chciałbym podziękować za twoje działania . Jestem pod wrażeniem. Ja niewątpliwie będę rekomendował to miejsce i częściej wpadał by zobaczyć nowe artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *