Minorka, dziewica Balearów.

Minorka- nieśmiała, zielona, dziewczęca, ciągle jeszcze nie zniszczona przez masową turystykę. Zachwycające widoki, nieziemsko świeże powietrze, nieustannie grzejące słońce, malutka wyspa, na którą chce się wracać.

 

Na Minorkę wybraliśmy się w drugiej połowie września, byłam wtedy w 5 miesiącu ciąży. Gdzieś tam zawsze na Minorkę chcieliśmy lecieć, ale bilety były drogie, a u nas wtedy totalny kryzys finansowy.

Tak jak rok wcześniej postanowiliśmy więc w pierwszym dniu urlopu pojechać na lotnisko i łapać jakiegoś totalnego lasta na ten sam dzień, gdziekolwiek. Ale ceny były kosmiczne.  Najtańsza oferta to 2500zł za Grecję. Wróciliśmy do domu. Szukaliśmy codziennie, przez 5 dni, odświeżając strony co kilka godzin (wahania cen są niesamowite!), już prawie polecieliśmy z niechęcią na Korfu, aż tu pach! Bilety czarterowe na Minorkę, za 390zł w obie strony ! Kupiliśmy bez zastanowienia.

No i tutaj pojawiło się małe zdziwienie, bo nie wiem, czy wiecie, ale na Minorce jest limit turystów. Oznacza to, że kiedy kupujesz na ostatnią chwilę bilety, to może być kiepsko znaleźć nocleg taki, jak Ci się podoba. W naszych widełkach cenowych było tylko JEDNO miejsce na całej wyspie.  Za tygodniowy pobyt dla dwóch osób  w apartamencie w obiekcie Apartamentos Castell Sol  zapłaciliśmy 1200zł. Do dyspozycji mieliśmy salon z aneksem kuchennym, oddzielną sypialnię, taras i małą łazieneczkę. Również odkryty basen, ale nie skorzystaliśmy ani razu, nie widzieliśmy tez żeby ktokolwiek z niego korzystał. Przy basenie stały chyba jakieś 3 leżaki, w całym kompleksie byli głównie starsi Niemcy i Brytyjczycy.  Mieszkanie było przyzwoite. Czyste, zadbane, schludnie urządzone. Łazienka typowo hiszpańska- troszkę waniało 🙂   Powiem wam, że naprawę mam awersje do Greckich i Hiszpańskich łazienek 🙂

 

Mieszkanko znajdowało się w Arenal d’en Castell, plażę widzieliśmy z okna, w linii prostej znajdowała się może jakieś 200m od naszego tarasu, ale żeby o niej dojść trzeba było trochę się nakręcić, myślę że i tak nie wyszło więcej niż 500-700m miłego spacerku. Trzeba przyznać, że jak na lokalizację z przypadku, to naprawdę ładnie trafiliśmy.  W bliskiej okolicy był przystanek  autobusu, apteka, 3 supermarkety,  naprawdę nieźle wyposażone, dużo restauracji i barów, karaoke.

Minorka była chyba, oprócz all inc. w Grecji, pierwszym miejscem, gdzie nie wypożyczyliśmy samochodu na cały pobyt. Ale polecam jednak wypożyczyć, jest dużo łatwiej, na drogach nie ma dużego ruchu, wiec jeździ się przyjemnie. Co prawda na poruszanie się autobusami nie mogę narzekać, bo było naprawę tanio i w miarę bezproblemowo ( dałam radę z walizami i sporym już brzuchem), ale jednak jestem wyznawcą samochodu 🙂

Dla osób znających dobrze hiszpański, tak jak mój mąż, Minorka może być lekkim zaskoczeniem, bo mieszkańcy mówią w języku Minorkańskim, różni się on od hiszpańskiego, wiele słów nie jest nawet podobnych, łatwiej dogadać się po angielsku, niż po hiszpańsku i jest to w miarę pozytywne  doświadczenie, bo to w Hiszpanii zdarza się bardzo rzadko. To chyba zasługa Brytyjczyków, których było mnóstwo.

Na plażach panuje europejski , niepolski styl,  więc wrażliwców uprzedzam, że zdecydowana większość kobiet opala się  i kąpie bez staników, a są  i pojedyncze przypadki, że na zaludnionych plażach zdarzali się panowie bez majtek. Bezmajtkowe Panie raczej ukrywały się za skałkami, ale merdające siusiaki atakowały oczy 🙂

Jeśli chodzi  ceny w restauracjach, to widać, że jest to wyspa zdominowana przez Niemców i Brytyjczyków, ceny są zaporowe, ciężko znaleźć Menu del dia za mniej niż 18 euro, a  my raczej stołujemy się w lokalnych knajpkach w granicach cenowych 10-15 euro. No i w takich typowych kurorcikach nie ma raczej szans na knajpy odwiedzane przez lokalsów.

W Mahon wybraliśmy się do knajpy PONT ROCK prowadzonej przez….POLKĘ. Polkę, która na Minorkę przyjeżdża w sezonie wakacyjnym,  niesamowicie pozytywna, pełna energii i powera babeczkę,  trochę też pokazała nam wyspę, ale jeśli o samo jedzenie chodzi, to nie było to nic zachwycającego. Było dobre, ale nie jakoś specjalnie hiszpańskie. Raczej Zwykłe. Myślę ze dużo bardziej by sprawdziło się w jej wykonaniu polskie menu, a tez mogłoby przyciągnąć ludzi swoją oryginalnością wśród wszystkich okolicznych knajpek.

Z rzeczy, które absolutnie trzeba zobaczyć:

Port w Mahon, obiad  na rynku – Na Mahon nie warto poświęcać zbyt dużo czasu, jeden dzień to aż nadto. Przejdźcie się do portu i uliczkami centrum, by poczuć Mahoński klimat, ale nie zasiedźcie się zbyt długo 🙂

Ciutadella– drugi koniec wyspy, warto się przejechać i tak samo, przejść do portu, a później na starówkę,  ta robi wrażenie. Ale Minorka nie słynie z miast i należy o tym pamiętać. Uliczki są wąskie, senne, to nie do miasta się tutaj przylatuje.

Cova d’en Xoroi– najpopularniejszy klub na Minorce, odbywają się tu dyskoteki, a przed wieczorem można wypić kawę. Mieści się on….w jaskini na wysokości 60 m! Naprawdę warto 🙂

El TorroNajwyższe wzniesienie Minorki  o wysokości 357 m n.p.m., niby niedużo, ale widać całą wyspę.  Na górę prowadzi bardzo kręta i stroma droga, raczej dla wprawionych kierowców, nie polecam wybierać się nią po zmroku, chociaż nie wiem po co ktoś miałby po zmroku chcieć wjeżdżać na punkt widokowy 🙂

Far de Favàritx– latarnia morska, chyba nie trzeba mówić, że warto wybrać się dla widoków.

 

 

Plaże:

To jest właściwie główny powód, dla którego na Minorkę warto lecieć. Dla tych plaż na pewno jeszcze wrócimy, bo niestety nie udało nam się zobaczyć wszystkich, nawet tych najbardziej polecanych.

Cala Galdana- tutaj zaczynaliśmy najpiękniejszą wędrówkę, zostawiliśmy samochód w Cala Galdana i zaczynając od portu wybraliśmy się szlakiem prowadzącym do urokliwych plaż. Oznaczenia są doskonałe, na pewno będąc w porcie traficie na szlak. Trzeba wziąć ze sobą wodę, jedzenie i  wygodne buty, bo idzie się dużo pod górę, są strome zejścia i podejścia, ale halo- byłam tam z brzuchem, więc na spokojnie trasa do pokonania. Całość chyba wynosi 6km.

Szlakiem doszliśmy kolejno do Cala Macarella i Cala Macaraletta.  I ta ostatnia, naprawdę robi niesamowite wrażenie!

Cala en turqueta– człowiek chciałby rzucić wszystko, i zamieszkać pod chmurką.

Po przeciwnej stronie wyspy kolejna dłuższa przechadzka z parkingu to Platja de Cavalleria, a następnie Platja de Binimel.là,  aż do Cala Pregonda. Tam krajobraz jest zupełnie inny, piasek i skały są koloru pomarańczowego, jest zdecydowanie mniej turystów, jest pięknie!

Na większą uwagę zasługuje na pewno jeszcze Son Saura i mnóstwo mniejszych, niepopularnych plaż, które zamierzamy odkryć przy kolejnej wizycie na Minorce.

Coś czuję, że będą to wakacje z kolejnym brzuszkiem, bo to naprawdę idealne miejsce na przedporodowy relaks. Minorka to miejsce, które mogę powiedzieć, że koi widokami.

Kiedy się wybieracie ? 🙂

1 thought on “Minorka, dziewica Balearów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *